Stare, ale jare

„Wieczorem ustaliliśmy dokładnie punkty serwisowe, sprawdziliśmy czy miejscowe wino nie jest aby za mdłe, oraz czy piwo z Czech dobrze schłodziło się w busie i grzecznie poszliśmy spać.”

Tak minęła pierwsza noc Piotra Bany podczas pobytu na rajdzie Monte Carlo Historique. Ten wyścigowy kierowca tym razem nie zasiadał za kółkiem jednego z oldmobilów, ale wspomagał dwie polskie załogi.
Dokładnie tydzień po pierwszej eliminacji Rajdowych Mistrzostw Świata – osławionym rajdzie Monte Carlo, w którym wzięło udział 96 załóg na trasę ruszyły stare klasyki w znacznie większej liczbie – ponad 350 zespołów. To już 11 edycja Monte Carlo Historique zorganizowana przez Automobilklub Monaco.
Żeby wystartować musisz mieć samochód nie młodszy niż z 1979 roku. Więc jeśli takim właśnie jeździsz do pracy pomyśl nad startem w rajdzie. Jednak wpisowe może ostudzić największy zapał – 3500 euro + koszt wykupienia licencji dają sporo do myślenia. Mimo to,  liczba chętnych przekracza możliwości organizatorów – wtedy stawia się na samochody, które są „perełkami” motoryzacji - rzadko występują.
- To niesamowite. Można było zobaczyć modele z całego świata, a niektóre przecież były wyprodukowane tylko w setkach egzemplarzy. To raj dla koneserów! – podsumował z przejęciem Piotr Bany.
Rajd zaczyna się od tak zwanego zlotu gwiaździstego. Polega to na tym, że z 5 miast: Kopenhagi, Barcelona, Monte Carlo, Reims i Turynu załogi dojeżdżają do Walencji. Wspomina Baniak: - Nasz zespół ulokował się w drugim końcu miasta w hotelu o dziwnej nazwie. Po prysznicu i krótkim śnie udaliśmy się na ,,testowanie’’ miejscowej kuchni.
Niestety menu było bez obrazków i musieliśmy ,,strzelać’’,  na szczęście do tej pory wszyscy żyją. Po wizycie w tej restauracji zgodnie stwierdziliśmy że McDonald`s będzie jedynym słusznym i bezpiecznym rozwiązaniem na następne posiłki. Wieczorem ustaliliśmy dokładnie punkty serwisowe, sprawdziliśmy czy miejscowe wino nie jest aby za mdłe, a piwo z Czech dobrze schłodziło się w busie i grzecznie poszliśmy spać.
Następny dzień miał być sporym wyzwaniem dla załóg. Trzeba powiedzieć, dlaczego ten rajd jest taki trudny. Nie polega na tym, aby jak najszybciej pokonać odcinek od startu do mety, należy natomiast utrzymać odpowiednią średnią prędkość na każdym odcinku. Ustala to bardzo dokładnie organizator – do drugiego miejsca po przecinku.
Załoga otrzymuje punkty karne za każde nie przestrzeganie wyznaczonej średniej prędkości oraz za  zbyt wczesne lub późne przejechanie punktu kontrolnego. Wygrywa ta załoga, która dostanie najmniej punktów karnych.
Dla porównania: zwycięzca tegorocznej edycji miał 1261 punktów karnych. Załoga braci Walentowiczów, którym pomagał Bany 16312, a ostatni zespół z Polski – 47812. Wyznaczona prędkość przeważnie oscyluje wokół 50 km na godzinę. Na każdym z 14 odcinków  w nieznanych zawodnikom miejscach komisarze odnotowują czas przejechania załogi, który razem z odległością od startu daje organizatorowi informacje o średniej  prędkość załogi. Zawodnicy nie mogą korzystać z nowoczesnych urządzeń elektronicznych.
Pilot ma do dyspozycji haldę – urządzenie podłączone pod linkę od prędkościomierza ale o wiele dokładniejsze. Pozwala ona załodze na dokładne pomiary i działa w obie strony co ma znaczenie w przypadku pomylenia drogi.
- To bardzo trudne zadanie. A w tym roku dodatkowo drugiego dnia pogoda zmieniła się diametralnie i spadło tyle śniegu, że nawet ustalone średnie prędkości oscylujące wokół 50 km na godzinę okazały się bardzo wysokie i niebezpieczne. Nie zapominajmy, że trasa rajdu prowadzi drogami Prowansji prowadzącymi po półkach skalnych i przełęczach. Przeważnie na wysokości 1500 metrów nad poziomem morza. Na mapach są oznaczane jako nieprzejezdne w okresie zimowym. W nie są zabezpieczone żadnymi barierkami – podkreślił Bany.
Głęboki śnieg i jazda serpentynami najpierw pod górę, potem na spadaniu była
dosyć ryzykowna, nie mówiąc już o sporych trudnościach w uzyskaniu dobrej średniej.
Organizator odwołał nawet jeden odcinek i skierował załogi inną drogą na tor lodowy  Serre-Chevalier. Warunki na drogach były tak trudne, że na jednej z opon fiata polska załoga naliczyła tylko 6 kolców (ze 150).
- Po odstawieniu sprzętu oceniliśmy niewielkie straty w naszym fiacie i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Żeby mieć pewność że nas w nocy nie zasypie, zmieniliśmy hotel. Powoli kończyły się nam zapasy piwa z Czech więc musieliśmy się zadowolić winkiem na dobranoc – opowiada Baniak.
Zakończenie rajdu oficjalnie i tradycyjnie odbywa się na balu u księcia Monaco.
Tegoroczną edycję Monte Carlo Historique ukończyło 267 załóg z ponad 350. Była to znakomita okazja do podziwiania samochodów z poprzednich dekad. Aut z klasą i duszą, wzbogaconych o własną kilkudziesięcioletnią historie.

Marcin Fijałkowski


WYNIKI:
1 miejsce Juntgen Ernst/Muller Marcus d/d mercedes benz 300se  1261 punktów karnych
,,,,
95 Walentowicz Jerzy/Walentowicz Wojtek pl/pl alfa romeo 2000 gtv 16312 punktów karnych
,,,,
156 Jaskłowski Tomasz/Dąbrowski Tomasz pl/pl polski fiat 125p 26398 punktów karnych
,,,,,,

202 Lubiak Andrzej/Zaleski Jacek fiat 126p 42029 punktów karnych
,,,,,,,,,

212 Postawka Andrzej/Obrocki Julian polski fiat 125p 45916 punktów karnych

,,,,,,

232  Zaleski Piotr/Osterloff Tomasz fso polonez 2000 68012 punktów karnych


Piotr Bany
Zrzeszony w Automobilklubie „Rzemieślnik”, jeździ w wyścigach płaskich, długodystansowych. W tym roku wystartuje w klasie 2000.

Ur. 17.06.1978 r. w Warszawie
Wzrost 196 cm
Waga 100 kg
Osiągnięcia w klasie 1150:
2004
II wicemistrz Polski w Długodystansowych
Samochodowych Mistrzostwach
Polski (DSMP)
2005
Wicemistrz Polski w DSMP
2006
Wicemistrz Polski w Wyścigowych
Samochodowych Mistrzostwach
Polski (WSMP)