Panta rej

Słowa starożytnego filozofa nabrały dla mnie nowego znaczenia podczas lipcowych wyścigów w Poznaniu. Płynęło dosłownie wszystko. W upalnym słońcu stan stały przechodził w ciecz...

Poczynając od mojego prowiantu, który jak zwykle składał się z batonów a kończąc na mnie samym zamienionym w pewnym momencie w jeden wielki pot wysychający momentalnie na tej patelni. Strach pomyśleć jak czują się w takich momentach kierowcy w swoich szybkich wozach mając na sobie bieliznę i ciepły kombinezon przeciwogniowy. Dodam do tego, że regulamin pozwala im jedynie uchylić szybę na dwa palce... A do tego pustynnego koszmaru doszło najgorsze. Mianowicie niedostatecznie schłodzone piwo! Domowe wynalazki typu wiadro z wodą nie do końca dawały pożądane rezultaty, więc niekiedy raczyłem się (o zgrozo!) letnim piwem. Nic to i tak jak zwykle było niesamowicie. Niezależnie czy z nieba leje się taki żar jak ostatnim razem czy też leje jak w zeszłym roku, na torze panuje specyficzna atmosfera. Najpierw nastrój bojowy i gotowanie wozów do startu. Potem doprowadzenie ich na początek trasy. Z każdą minutą napięcie rosło. Gdzieś na pasie plątały się zgrabne nogi hostes. Gdy z głośników rozległ się sygnał, że start coraz bliżej wszyscy szybko mknęli z jezdni. Rozległ się huk silników i kilkadziesiąt samochodów ruszyło do walki. Wokół toru byli poprzylepiani do ogrodzeń kibice, którzy obserwowali zmagania. Z pewnością nie mogli się nudzić. Szczególnie widowiskowe są wszelkie kraksy i kiksy zawodników. A tego nie brakuje w zawodach KIA Lotos Cup. „Kijanek”, jak nazywają niekiedy te wozy kierowcy, jest zawsze na starcie sporo. Na pierwszym okrążeniu walka jest tak twarda, że przeważnie kończy się to siarczystym zderzeniem lub roladą (dachowaniem) na zakręcie. Rywalizacja we wszystkich klasach niekiedy twarda i bezpardonowa na torze, zamienia się w serdeczną w depo i po wyścigu. Ekipy często sobie pomagają, pożyczają narzędzia, części czy choćby benzynę. Wieczorem w różnych grupkach spotykają się i rozmawiają o zawodach lub po prostu żartują. Tym razem przy letnim piwie i kompletnie płynnym batoniku. Kiedy indziej w strugach deszczu i podmywającą namiot wodą. Ale akurat te rzeczy nie mają znaczenia. Bo trwają wyścigi!

Marcin Fijałkowski