Świat na balkonie
poniedziałek, 21 marca 2011 20:53
Twoje serce nie pracuje dobrze. Trzeba je wymienić. Nogi się uginają. Brakuje powietrza. Nie, to niemożliwe. Ja?
Każda taka informacja niesie w sobie ludzki dramat. Pechowcem, który usłyszał taką diagnozę jest Pierre, młody tancerz z Paryża. Jego życie po tych słowach zmieni się radykalnie. Bohater filmu „Niebo nad Paryżem” próbuje poradzić sobie z wyrokiem. Powoli oswaja się z nową sytuacją, w czym pomaga mu... obserwowanie ludzi ze swojego tarasu. To trzyma go przy życiu. Funkcjonowanie pośród miasta, uczestniczenie w jego codzienności, dzięki bliskości ludzi oddalonych jedynie o… spojrzenie z balkonu. W perspektywie odpowiednio oddalonej od błahostek i narzekań odnajduje uczucia wyższe. Jego myśli krążą wokół istnienia i przemijania. Spogląda na ludzi i jest obok nich, uczestnicząc w codziennym życiu, spoglądając okiem kogoś, kto od tych problemów jest daleko. Lub ponad nimi. Kogoś, poza sprawami ziemskimi. Wiadomość otrzymana od lekarza powoduje, że dostrzega to, co faktycznie ważne. Potok toczącego się życia, pojedyncze losy przechodniów, ich przemijanie.
Romain Duris, grający rolę Pierra wypada znakomicie. Wszystkie wątpliwości, obawy, radości widać na jego twarzy jak na dłoni. Swoją kreacją pokazuje człowieka obnażonego. Bez masek, bez sztuczności. Osłabiony, chory, czekający na przeszczep jest jednocześnie bezbronny, ale dzięki temu szczery i wrażliwy. W tych trudnych dniach wspomaga go siostra (świetna w tej roli Juliette Binoche). Problemy jej brata wtapiają się w życie Paryża i przeplatają z przeżyciami innych ludzi. Miasto i jego zakątki ukazywane poprzez losy wybranych jego mieszkańców nabierają wyjątkowej intensywności za sprawą niezwykłej muzyki Loica Dury, która tworzy przez cały film nastrój swoistej nostalgii. Za zwykłym życiem, za dobrostanem, szczęściem, chęcią istnienia.
„Niebo nad Paryżem” jest spacerem po zakamarkach Paryża, ale i wędrówką po zakamarkach ludzkiej duszy. Choć trudno uniknąć w takich produkcjach banałów i patosu to za sprawą naturalnej postaci Pierra jego przemyślenia trafiają do widza. Spojrzenie bohatera na rzeczywistość oczami człowieka zagrożonego, skazanego na trudną operację – jest spojrzeniem zupełnie innym, innym od dotychczasowego oglądem świata. Ta refleksyjność sprawia, że przez półtorej godziny patrzymy na świat oczami Pierra. To my otrzymaliśmy wyrok i to my widzimy wszystko zupełnie inaczej. Jak długo po wyjściu z kina utrzymamy tę refleksję, zastanawiając się nad nią w kolejnych godzinach życia – zależy wyłącznie od nas.
Marcin Fijałkowski
